środa, 16 maja 2012

Babcina sesja mody

Od dość dawna obserwuję, że największa liczba wejść z wyszukiwarki na moim blogu jest generowana przez hasło "moda dla starszych pań", któremu poświęciłam jeden z wpisów na początku prowadzenia "Mojego Sedna".

Moda dla seniorek

Mam wrażenie, że temat mody dla pań w średnim wieku jest w naszym kraju marginalizowany. W mediach masowych i internecie jest mnóstwo stylizacji dla młodzieży, kobiet w wieku 30-50 lat, ale jakoś nie trafiam na sesje modowe dla osób powyżej 50. czy 60. roku życia. Na myśl przychodzi mi jedynie sesja zdjęciowa z "Wysokich Obcasów", której bohaterką była wykładowczyni na studiach, związanych z projektowaniem mody 
Być może temat rozwija się raczej w blogosferze - nie robiłam dokładnego "researchu"na rodzimych blogach. Za to w "Wysokich Obcasach" sprzed prawie 2 tygodni pojawił się ciekawy artykuł na temat amerykańskiego bloga Advanced Style. Blog jest prowadzony przez faceta, 30-latka, który fotografuje i prezentuje inspirujące i niebanalne stylizacje pań w zaawansowanym wieku. Na podstawie zebranych materiałów twórca bloga napisał już nawet książkę.
Zestawień wzorów i kolorów, zaprezentowanych przez modelki - naprawdę starsze panie (70-80 latki) mogłaby pozazdrościć niejedna z nas!

Moda dla wnuczek

A propos ciuchów z szafy babci, prawie rok temu w "Wysokich Obcasach" trafiłam na babciną sesja mody. 
Z zachwytem patrzę na te pięknie skrojone, kobiece sukienki w żywych kolorach i myślę sobie, jak trwałe musiały być te materiały i ich wykonanie, że wnuczki noszą je po kilkudziesięciu latach... To nie były ubrania na sezon, ale na wiele, wiele lat.
A jeśli chodzi o fason - czyż nie wyglądają, jakby były kupione w którejś ze znanych, markowych sieci? Mnie skojarzyły się np. z marką Zara...
































http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53660,9755144,Babcie_w_modzie_.html

Zresztą, w szafie mojej mamy także leży lub wisi wiele ubrań, które sama szyła lub kupiła lata temu i które wcale nie wyglądają na znoszone, pomimo kilkuletniej "eksploatacji"...
Ja nie jestem typem "zbieracza" i rzeczy, których nie nosiłam w ciągu ostatnich 2-3 lat po prostu oddaję. Zresztą, czy dzisiejsze materiały i szycie wytrzymałoby próbę czasu 20 czy 30 lat? Nie sądzę. skoro po kilku założeniach bawełniana bluzka rozciąga się lub prują się w niej szwy...

poniedziałek, 14 maja 2012

Dystyngowana, "chodzona" moda moich dziadków.

Patrząc na stare fotografie dziadków (ze strony taty), nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w ich czasach ubiór był wyznacznikiem społecznego statusu w większej mierze niż we współczesnych.
Dzięki zapobiegliwości mojej mamy, która zadbała o zeskanowanie starych zdjęć, mogę zaprezentować parę w moim blogu. 
W zasadzie większość zdjęć moich dziadków ukazuje ich spacerujących. Tak, jakby mieli przy sobie nadwornego fotografa, który ich uwiecznia z zamiarem stworzenia osobistego żurnala mody. Osoby na zdjęciach są zwykle te same, lecz zmieniają się ich stroje - jakby brali udział w konkursie o tytuł najbardziej eleganckiej pary spacerowiczów.

Na pewno mam o wiele więcej zdjęć, które portretują moje codzienne życie, jednak w ich masie nie jestem w stanie wskazać takich, które byłyby porównywalne do "dziadkowych". Moje zdjęcia też pokazują ludzi w ruchu, ale patrząc na nie myślę, że funkcja ubioru w naszych czasach uległa zmianie - podstawą jest wygoda i luz.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że moda jest uwarunkowana bardziej lub mniej stacjonarnym stylem życia.

Dla moich dziadków naturalnym elementem spędzania wolnego czasu było spacerowanie czy przechadzanie się, bo chadzali w odwiedziny i spotykali się ze znajomymi. Życie było bardziej "stacjonarne", więc i strój codzienny musiał być raczej w klimacie "chodzony".
Dla mnie spacerowanie jest bardziej aktywnością i ruchem, daleko mu do dystyngowanego charakteru.
 
A oni na tych fotografiach ciągle tylko spacerują i spacerują - jesienią, wiosną, latem i zimą...:-)

Abstrahując od kwestii stylizacyjnych, najbardziej lubię zdjęcie mojej babci z czasów, gdy była w studium nauczycielskim.



sobota, 12 maja 2012

Ognista reklama mieszkań.

Niedawno wpadła mi w oko pewna reklama na billboardzie. Ktoś, kto śledzi mój blog, może się zdziwić, że znowu. W końcu niedawno pisałam o przypadku reklamy rajstop, którą też zauważyłam na tablicy w przestrzeni miejskiej. No, ale to chyba naturalne, że wpadają mi w oko takie rzeczy, skoro codziennie pokonuję samochodem taką samą trasę: praca-przedszkole-dom. Billboard, który zauważyłam, stoi blisko dużego skrzyżowania, na którym czasami trzeba się zatrzymać (w końcu taka powinna być dobra lokalizacja tablicy reklamowej).
W każdym razie, stojąc na światłach, skierowałam wzrok w tamtą stronę i zbaraniałam na widok tego, co zobaczyłam.
A zobaczyłam reklamę firmy, która chce zachęcić potencjalnych odbiorców do kupna mieszkania w lokalizacji uznawanej za prestiżową (nie wypowiadam się na ten temat :-).
No bo powiedzcie sami - jak można zachęcać do kupna mieszkania za pomocą hasła "ogniste ceny" (chodzi oczywiście o niskie ceny za metr mieszkania)??? Na dodatek na zdjęciu figuruje model w kasku strażaka (oho, gdyby tak wyglądali panowie strażacy :-), a za nim widać potężne płomienie ognia w kolorze żółto-czerwonym. "Grubo", chciałoby się rzec (to chyba teraz modne powiedzenie). Patrząc na to "dzieło", zastanowiłam się, czy byłabym skłonna kupić lokal na podstawie takiej reklamy. Chyba obawiałabym się o jego bezpieczeństwo, skoro w tle taki ogień. I nawet ten przystojny pan strażak nie byłby w stanie mnie uspokoić.
Inna sprawa, że pod tym względem jestem trochę "skrzywiona", bo kto rozkładałby reklamę na takie "czynniki pierwsze"? :-)