środa, 22 lutego 2012

Kobieta w tańcu.

Przyszedł mi do głowy o temat taneczny. Może dlatego, że zajęcia, na które uczęszczałam od grudnia zeszłego roku, zostały chwilowo zawieszone - ze względu na zbyt małą ilość uczestniczek. Było nas w sumie trzy plus nasza energetyczna czarnowłosa, drobna instruktorka Marysia F., która dawała nam dużo energii o dość późnej porze (zajęcia trwały od 20:15 do 21:30).
Ostatnio obdarowałam Starszego Mi książeczką "Basia i taniec" z jego ukochanej serii o Basi. Na jednej z  ilustracji mama Basi wykonuje flamenco ubrana w odpowiedni strój i obuwie -co za odmiana w stosunku do jej zwykłego ubioru i wyglądu! Czysta inspiracja dla mam!
Temat tańca poruszyłam też ostatnio z moją bardzo dobrą koleżanką, z którą łączy mnie spojrzenie na świat, podobne wartości życiowe, poczucie humoru i znak zodiaku. Niestety, ostatnio nie mamy zbyt wiele okazji do rozmowy, ale przez chwilę wymieniłyśmy się spostrzeżeniami właśnie na temat
Z moich obserwacji wynika (mam nadzieję, że ona się z tym zgodzi), że obie lubimy tańczyć, a wspólny taniec wychodzi nam nieźle - nasza w mniejszym lub większym stopniu zsynchronizowana choreografia jest celowo mocno przerysowana. Stroimy do siebie miny, markujemy śpiew oraz wykonujemy dynamiczne kroki i gesty, które z o wiele większym wdziękiem prezentowała Madonna w utworze "Vogue". Wszystko dlatego, że po prostu bawi nas to i nie przejmujemy się tym, jak ocenia to otoczenie. Parodiujemy pewne zachowania i bawimy się konwencją.
To skłoniło mnie do refleksji na temat tego, jak może być odbierana kobieta w tańcu.
Ja w tańcu potrafię się zatracić, muzyka jest w stanie wprowadzić mnie w rodzaj transu lub dać mi niesamowitego "kopa energetycznego" - to zdecydowanie mój żywioł. Na imprezach, gdzie jest choć kawałek parkietu, 80% czasu spędzam właśnie na nim. Chyba mam to po moim ojcu, który bawił się w podobny sposób, a mnie uczył w domu rock'n'rolla, cha-chy - bardzo dobrze pamiętam te wspólne ćwiczenia taneczne.
Tańcząc w parze, nie zastanawiam się, jak partner odbiera moje entuzjastyczne podejście - zakładam, że także dobrze się bawi. Staram się utrzymać kontakt wzrokowy i śmiać się do partnera, jeśli taniec jest z gatunku tych bardziej popowych. Zakładam, że traktuje całe zdarzenie pt. taniec umownie. Z drugiej strony - być może moje rozbawienie i ekscytacja muzyką są odbierane jak ukryte lub jawne sygnały seksualne? Nigdy o tym w ten sposób nie myślałam, bo jestem skupiona wyłącznie na swojej percepcji i emocjach.
Pewnie część mężczyzn pomyśli sobie, że jego roześmiana partnerka, patrząca mu od czasu do czasu w oczy, może zachęcać go do "epizodu łóżkowego". Pozwalam sobie postawić taką tezę, ponieważ jedna z moich znajomych znalazła się w sytuacji, w której partner po wspólnym tańcu zaproponował jej po prostu pójście do jego pokoju - podczas, gdy ona po prostu dobrze się bawiła, bez żadnego erotycznego podtekstu.
Zresztą, to wcale nie facet musi wietrzyć podstęp - robią to też kobiety, które równie bezpośrednio potrafią wyrazić swoje potrzeby.
Zdarzyło się to wam?

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Jeśli post Cię zainspirował, podziel się, proszę, przemyśleniami.